Byłam w pokoju w domu swojej babci. Siedziałam na pufach obok pianina razem z nieznanym mi, mężczyzną. Rozmawialiśmy. Mężczyzna był ubrany na czarno, a skórę miał białą, białą jak kreda.
W kolejnej scenie wychodziłam wieczorem od swojej przyjaciółki. Szłam uśmiechnięta. Będąc kilka kroków od mojej furtki, zobaczyłam jego. Szedł w masce. Wiedziałam, że idzie do mnie. Czy może... po mnie. Wbiegłam przestraszona do domu i zatrzasnęłam drzwi. Przytrzymałam je i poprosiłam babcię, żeby mi pomogła. Ta nic nie odpowiedziawszy, zostawiła mnie i wyszła. Ranek. Mówiłam coś do babci. Nagle zobaczyłam swoje dłonie. Moja skóra była biała, biała jak kreda.
Sny
Krishny 26 stycznia 2011