Dzisiejszej nocy śniłam, że idę ciemną ulicą. Jest przeraźliwie zimno i ciemno. Dochodę do jakgdyby przystanku autobusowego. To coś to około metrowy ceglany murek, bez zadaszenia. Jestem zmęczona i bardzo zmarznięta. Wchodzę do środka. Na ziemi pod ścianami leżą ludzie zakutani w koce, kołdry, śpiwory. Na razie ich nie widzę, bo przyzwyczajam wzrok do ciemności. Próbując się ogrzać owijam się cudowną kołdrą. Jest niezwykle puszysta, cieplutka, milutka i czysta. Miłe ciepło rozgrzewa zziębnięte ciało. Wiatr nie jest juz tak dokuczliwy. Przelatuje ponad murkiem. Nagle z przerażeniem uzmysławiam sobie, że dotykam jakiejś nogi. Że leżę na niej. Mój wzrok rozpoznaje, pod ścianami leżące postacie. Przez myśł lotem błyskawicy przelatuje mi ocena sytuacji. To są bezomni, śmierdzący, zarośnięci, pewnie pijani.W każdej chwili, ktoś może się obudzić. Może zrobić mi krzywdę!!! Przerażona uciekam w popłochu.
Sny
Eliasz (Gość) 7 października 2011