Byłam w internacie. Wieczorem poszłam razem z moim byłym chłopakiem na uniwersytet, bo oboje zostawiliśmy tam swoje torby. Wszędzie była ochrona, ale jakoś udało mi się dostać do miejsca, gdzie zostawiłam swoje rzeczy. W tym samym czasie chłopak zniknął. Nie miałam pojęcia gdzie jest. Po chwili wrócił, z granatem w ręku i groził że rzuci.
Rzucił, a ja i parę innych osób próbowaliśmy się skryć przed eksplozją.
Sny
annja (Gość) 9 czerwca 2011