Profil: me27
- Ostatnio na stronie: 27 lutego 2011, 1:39
Moje sny Więcej
-
Chłopak i zabójstwo
Śniło mi się, że byłam w szkole w szatni i chłopak, który mi się podoba też tam był. W realu planuję mu podrzucić do kieszeni kurtki liścik, zrobić pierwszy krok i tu we śnie też jakby to planowałam. Zmieniał buty i zakładał kurtkę, a ja go obserwowałam i próbowałam zapamiętać jak ta kurtka wygląda, co zresztą i w realu planuję zrobić. Była niebieska podczas gdy on w realu ma czerwoną. Ponadto miał wieszak po prawej stronie od mojego, a w realu ma po lewej. I jak normalnie otaczał nas tłum kolegów i koleżanek (w tym przypadku anonimowych). W pewnym momencie chłopak, cały czas odwrócony do mnie plecami, cofnął się o krok do tyłu i niby to przez przypadek na mnie wpadł, ale ja wiedziałam, że zrobił to specjalnie. Tu mam już więcej luk. Wiem, że odwrócił się, spojrzeliśmy na siebie, przytuliliśmy się i może nawet daliśmy sobie parę buziaków. Zaczęliśmy razem chodzić. Tu luka. I potem wszystko się zmieniło. Znalazłam się w wielkiej, rocznej hali. Pojawili się jakby ludzie z mojej klasy i nosiliśmy przez tą halę jakieś olbrzymie, metale częowe pręty czy rury. Co najmniej sześć osób na jedną rurę. Ja trzymałam koniec. Ale część dziewczyn stała w grupce i gadała. Jak obok nich przechodziliśmy z tą rurką to jakoś tak machnęłam tą rurą, jakby trochę specjalnie. I uderzyłam jedną z moich koleżanek z klasy z tej grupki. Niby nic do niej nie mam w realu, ale też często mnie wkurza i drażni jej zachowanie, choć w sumie nic złego mi nie robi osobiście.Nie uderzyłam jej we śnie mocno,ale od razu upadła bezwładnie na ziemię. Zebrał się tłum. Wszyscy byli przerażeni, nauczycielki latały jak szalone. Próbowaliśmy ją ocucić, ale na próżno. W końcu ktoś powiedział, że ona nie żyje. Ktoś inny wskazał na mnie, że to ja zabiłam. Zaczeli mnie oskarżać wszyscy. Szczególnie głośno krzyczała na mnie najbliższa przyjaciółka poszkodowanej. Była zrozpaczona. Przez ich krzyki ja też zaczęłam krzyczeć, płakać, ukrywać twarz w dłoniach. Nie chciałam jej zabić, ale w głębi duszy chwilami prawie wogóle nie czułam się winna. Miałam mieszane uczucia. Ale przeżywałam to bardzo. I wtedy pojawił się przy mnie wspomniany na początku snu chłopak. Z nikąd. Jakby się nade mną unosił, jak anioł. I ja też się chyba uniosłam. I trwaliśmy tak razem niewysoko uniesieni nad ziemią. A on cały czas mnie przytulał i pocieszał. Tak mocno obejmował ramionami. Trwaliśmy w nieruchomym uścisku do końca snu. Pamiętam jeszcze jak było mi z nim dobrze, jaki był czuły i opiekuńczy. Koniec